Wokół świństwa w meczecie

Kilka uwag nasuwających się po lekturze niektórych dyskusji wywołanych incydentem rozrzucenia mięsa wieprzowego w nowym warszawskim meczecie:

1. Zadziwiające jest, że antymuzułmańskie środowiska aspirujące do „edukowania społeczeństwa” o „prawdziwym obliczu islamu”, na każdym kroku kreujące się na ekspertów będących w stanie rozstrzygać co jest „prawdziwie” islamskie a co nie, nie mają żadnej orientacji w elementarnych prawach islamu. Wiara w to, że „podrzucenie świni” powstrzymuje budowę meczetu albo zapobiega jego użytkowaniu przez muzułmanów jest niezbitym dowodem na nieznajomość podstawowych aspektów praktyki islamu, których muzułmańskie dzieci uczą się już w wieku przedszkolnym. „Nadżasa” czyli tzw. nieczystość rytualna, wywoływana przez kontakt fizyczny np. ze świnią, to stan przejściowy, który w ciągu sekund zmywa się zwykłą wodą. Czy muzułmanin, który dotknie świni staje się już na zawsze nieczysty i do końca życia nie może się modlić? Oczywiście że nie. Dlaczego więc inaczej miałoby być w przypadku gruntu, budynku czy jakiegokolwiek innego obiektu?

2. Abstrahując od kontekstu używania tych dwóch terminów przez Ligę Muzułmańską, status „centrum kultury muzułmańskiej” nie kłóci się z nazywaniem takiego centrum „meczetem”. Termin „meczet” używany jest przez muzułmanów w dwóch różnych kontekstach: zwyczajowo muzułmanie nazywają meczetem każde miejsce, w którym regularnie odbywają się modlitwy (arabskie słowo „masdżid” oznacza dosłownie „miejsce, w którym bije się pokłony”, Prorok Muhammad, pokój z nim, zwykł mawiać, że cała ziemia jest meczetem). Obok tego zwyczajowego sposobu używania tego słowa jest jeszcze jednak znaczenie techniczne jakie ma ono w prawie islamskim, które rozróżnia „centrum islamskie” od „meczetu”. Miejsce o prawnym statusie meczetu podlega szeregowi różnych szariackich ograniczeń (od niemożności przebywania w nim miesiączkujących kobiet po niemożność odsprzedania takiego obiektu). Miejsce o statusie prawnym „centrum islamskiego” takim ograniczeniom nie podlega, dlatego też absolutnej większości muzułmańskich miejsc modlitwy w Europie z praktycznych przyczyn nadaje się status jedynie centrów islamskich, co nie przeszkadza wiernym w zwyczajowym nazywaniu ich „meczetami”.

3. Wiele osób wydaje się widzieć w radykalnych, czy wręcz siłowych, krokach wobec muzułmanów skuteczną zaporę przed „islamizacją”, w przekonaniu, że Polacy w odróżnieniu od „zniewieściałych” krajów Europy Zachodniej pokażą muzułmanom gdzie raki zimują. Rzeczywistość jest jednak taka, że w większości z tych „zniewieściałych” krajów, czy to we Francji, czy Wielkiej Brytanii czy w Niemczech, pierwsze fale imigracji zawsze spotykały się z kampanią nienawiści, ulicznej przemocy, wzrostem popularności skrajnie prawicowych ugrupowań i ruchów skinheadowskich, itd. Żadne uliczne bijatyki, żaden poziom rasizmu, żaden „Paki bashing” nigdy nie skłonił imigrantów do masowych powrotów do domu. Wręcz przeciwnie - to właśnie eskalacja przemocy była jednym z głównych czynników prowadzących do dzisiejszego poziomu tolerancji w owych krajach. Eskalacja ta zaczynała bowiem prędzej czy później przybierać na tyle poważne formy (pobicia ze skutkami śmiertelnymi, podpalenia ośrodków dla uchodźców itd.), że dochodziła do punktu, w którym społeczeństwo mówiło „dość”. Mówiąc o konieczności niepopełniania tych samych błędów jakie popełniono w Europie Zachodniej, skrajne środowiska antyislamskie powinny więc posłuchać swojej własnej porady.
Trwa ładowanie komentarzy...