NATEMAT POLECA Pojechaliśmy do Puszczy Białowieskiej. To nie kornik i minister Szyszko są największymi szkodnikami

Marsz wahhabizmu

Podróżując około dwóch lat temu z Arabii Saudyjskiej do Syrii saudyjskimi liniami lotniczymi przeprowadziłem mały eksperyment. Obejrzałem odcinek pewnego serialu komediowego, który oglądałem zaledwie tydzień wcześniej, aby sprawdzić, które jego fragmenty nie przeszły przez saudyjską cenzurę. Większość znalezisk była dość przewidywalna – od zasłaniania zbyt głębokich dekoltów aktorek aż po wyciszanie tak pobudzających męską wyobraźnię słów jak np. „tampon”. Jednak nawet ja, przyzwyczajony już nieco do skrajnie świętoszkowatych standardów moralnych saudyjskiej wersji islamu, podniosłem brew gdy za niecenzuralne uznane zostało pojawiające się w zupełnie neutralnym kontekście słowo... „kościół”.

Poznanie procesu myślowego stojącego za tak skrajnym purytanizmem saudyjskiego islamu jest jednym z kluczowych elementów zrozumienia wielu zjawisk i mechanizmów zachodzących we współczesnym islamie i pozwala lepiej zrozumieć niejedno doniesienie prasowe na temat muzułmanów. Saudyjska wersja islamu, znana jako wahhabizm, w ciągu kilku dekad przekształciła się bowiem z marginalnego ruchu nieokrzesanych troglodytów w globalny ruch często nadający ton głównym nurtom dzisiejszego islamu. Teza, według której dzisiejsza herezja to jutrzejsza ortodoksja sprawdziła się w tym wypadku doskonale – myśl samozwańczego reformatora z 18-wiecznej pustyni, od którego odciął się cały ówczesny establishment religijny, jest dziś wyznacznikiem prawowierności w niepokojąco dużej liczbie meczetów na całym świecie.



Wahhabizm jest nurtem, który głosząc hasło powrotu do Koranu i przykładu Proroka postanowił pozbyć się większości tradycji intelektualnej islamu, znacznej części duchowego wymiaru religii, a nawet pozbywa się muzułmańskiego dziedzictwa materialnego równając z ziemią religijne zabytki. Muhammad Ibn Abdul Wahhab, od którego nazwiska wywodzi się nazwa tego ruchu, wyszedł z założenia, że większa część historii intelektualnej islamu była historią herezji, bezpodstawnych innowacji i niedopuszczalnych wpływów zewnętrznych, a receptą na powrót do prawdziwego według niego przesłania religii jest ograniczenie się do bardzo literalistycznego i purytańskiego rozumienia Koranu. Efektem jest więc skrajnie antyracjonalistyczny ruch postulujący odtworzenie warunków społecznych Arabii siódmego wieku i ówczesnego rozumienia świata. Naturalną konsekwencją takiego podejścia jest też interakcja z „innymi” polegająca na próbie dominacji lub na izolacji. Nie trzeba dodawać, że takie rozumienie islamu jest poletkiem dla wszelkiej maści skrajnych postaw.

Sukces swój zawdzięcza wahhabizm wielu czynnikom, ale najważniejsze z nich są dwa: nieograniczone wręcz środki finansowe przeznaczane na promocję i pozyskiwanie rządu dusz oraz przejęcie kontroli nad najświętszymi miastami islamu - Mekką i Medyną. Mechanizm poszerzania wahhabickiej sfery wpływów na przykładzie Egiptu trafnie opisał Khaled Abou El Fadl w swej książce "A Conference of the Books" przytaczając rozmowę ze swoją byłą egipską nauczycielką, szejchą Umm Umar Zaynab al-Laysi:

"W latach 70-tych było wielu szejchów w meczecie, w którym uczyłam, którzy sprzeciwiali się wahhabitom i obalali ich argumenty. Potem jednak wszystko się zmieniło. Pojawiły się korzystne stypendia, zaproszenia na wykłady do Arabii Saudyjskiej oraz lukratywne kontrakty na wydawanie książek przez saudyjskie wydawnictwa, saudyjski rząd i jego liczne półoficjalne instytucje. W krótkim czasie szejchowie, którzy chcieli mieć dobry samochód, opłacić śluby swoich dzieci czy koszty medyczne, lub mieć zabezpieczoną emeryturę - wszyscy wiedzieli doskonale co muszą robić. Nikt nie musiał tutejszych uczonych do niczego zmuszać. Autocenzura urosła do takich rozmiarów, że stała się czymś oficjalnym. Zanim się zorientowaliśmy, sam Al-Azhar (główna uczelnia islamu sunnickiego) zmienił swój program nauczania w wielu kwestiach, m.in. w kwestii szyitów, filozofii, teologii - w końcu uczelnia również potrzebowała funduszy. Po pewnym czasie Al-Azhar zaczął naciskać na egipski rząd by zakazał książek, które wahhabici uznali za problematyczne. Również jeśli chodzi o studentów, fundusze zawsze znajdowały się dla tych, którzy chcieli studiować w Medynie lub u konkretnych, przyjaznych saudyjczykom szejchów. Potem poszło już z górki, to dośc skomplikowana i smutna historia. Wierz lub nie, po raz pierwszy we współczesnej historii Egiptu ludzie imitując Arabię Saudyjską zakazywali tradycyjnych liczących sobie setki lat książek napisanych przez mistrzów islamskiej tradycji intelektualnej."

W Polsce do tej pory wahhabizm był głównie domeną pewnej liczby młodych konwertytów, w dodatku dla wielu z nich był przejściową przygodą, a ich działalność ograniczała się przede wszystkim do internetu. W tej chwili mamy coraz więcej sygnałów, że może się to zmieniać. Na dziś nie ma na szczęście w Polsce jeszcze żadnych oficjalnych struktur wahhabickich – żadnej organizacji, wahhabickiego meczetu czy nawet związanych na stałe z polską duchownych - i polskie społeczności muzułmańskie, jak również polskie władze, powinny dołożyć starań żeby tak pozostało.
Trwa ładowanie komentarzy...